38. Rozmowa decydująca.
Pogoda - a raczej niepogoda - za oknem, obudziła mnie w środowy poranek o 5:07. Dopiero po kilku minutach doszłam do wniosku, że to deszcz. Krople uderzające o parapet musiały być ogromne. Robiły wiele hałasu, spadając z nieba jedna po drugiej. Jednak musiałam wstać i podejść do okna, by tak naprawdę uzmysłowić sobie, co się działo. Drzewa wyginały się poprzez siłę dmiącego wiatru, a rynna z bloku naprzeciwko tworzyła istny rwący potok. Nie próbowałam nawet otworzyć okna, w obawie że nieporządek zapanuje i w moim pokoju. Popatrzyłam jeszcze chwilę, po czym położyłam się z powrotem. Zasnęłam z myślą, że wyjątkowo o 6:30 nie obudzi mnie budzik, a mama, która i tak pewnie zaraz wstanie do płaczącej siostry.
I pierwszą dziwną rzeczą po obudzeniu się, wydało mi się to, że mamy wcale nie było w pokoju, gdy otworzyłam oczy. Spojrzałam na zegarek - wskazywał 9:15!! Zerwałam się z łóżka i pobiegłam do salonu.
- Czemu mnie nie obudziliście? - spytałam taty, siedzącego na kanapie i czytającego prasę.
Uniósł wzrok z nad kartek papieru gazetowego.
- Była taka ulewa, że nie mieliśmy serca posyłać cię do szkoły. - powiedział spokojnie.
Z ciężkim westchnieniem opadłam na fotel.
- Świetnie, akurat gdy miałam coś do załatwienia. - odparłam z kwaśną miną.
- Czy to coś, co nie może poczekać do jutra? - spytał tata.
- Nie, nie może. - rzuciłam i wyszłam z pokoju.
Poszłam do jadalni i zrobiłam sobie tosty. Zaparzyłam też herbatę, a gdy już wszystko było gotowe, udałam się do mojego pokoju. Włączyłam komputer i surfowałam po internecie, jedząc. Zajęło mi to około godziny. Potem chwyciłam czystą bieliznę i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Zanim się ogarnęłam, była już 11:30. Poświęciłam kupę czasu na czytanie książki i sprzątanie w pokoju, a później, wiedząc że za 40 minut moja klasa kończy lekcje, zdjęłam szlafrok i postanowiłam się ubrać. Wskoczyłam w przecierane dżinsy i dość obcisłą czarną bluzkę z bufiastymi rękawami. Włosy związałam gumką i wczepiłam w nie kilka spinek. Na oczy nałożyłam trochę błyszczącego cienia, a na usta bezbarwny balsam. Popsikałam ubrania perfumem i sięgnęłam po torebkę. Wrzuciłam do niej kilka rzeczy - portfel, telefon, paczkę gum do rzucia i szczotkę, po czym wyszłam z pokoju. Na korytarzu założyłam szare trampki za kostkę, zawiązałam je niechlujnie, i krzyknęłam do rodziców, że idę spotkać się z Igorem. Mama odkrzyknęła, że okej, tylko żebym uważała na siebie i wzięła parasol. Zdjęłam go z wieszaka, zarzuciłam torbę na ramię i wyszłam. Nie padało, jednak wiatr wiał tak mocno, że już po chwili miałam nieźle zmierzwione włosy. Dojście do szkoły zajęło mi masę czasu, jednak udało mi się to zrobić na tyle szybko, że gdy dotarłam, ludzie z mojej klasy dopiero wychodzili. Kilka dziewczyn pytało mnie, czemu nie byłam w szkole, a ja cierpliwie im odpowiadałam, szukając przy okazji wśród tłumu twarzy Igora. W końcu go zobaczyłam. Przeprosiłam grzecznie Majkę, z którą akurat rozmawiałam, i pobiegłam w jego kierunku. Widząc mnie, cofnął się z powrotem na schody, i nie martwiąc się, że będzie miał mokre spodnie, usiadł. Stanęłam naprzeciw niego bez słowa. Liczyłam na to, że sam zacznie się tłumaczyć. Nie zrobił tego jednak. Patrzył na mnie wyraźnie oczekując, że to ja coś powiem.
- Hej. - rzuciłam więc, nie wiedząc, od czego zacząć.
- Cześć. - odpowiedział.
Znowu zapadła cisza.
- Czemu nie było cię w szkole? - spytał po chwili.
- Rodzice mnie nie obudzili. Zresztą nie ważne. Czemu się nie odzywałeś? - zapytałam, siadając obok niego.
- A miałem?
- Sądziłam, że mnie nie zignorujesz.
- Nie ignorowałem.
- Co z Erykiem? - zmieniłam trochę temat.
- Jest dobrze. - odpowiedział.
- Pogodziliście się?
- Tak.
- To super! Czemu nie powiedziałeś od razu?
- Sam nie wiem.
- Nie ważne, ważne że między wami jest już okej. - uśmiechnęłam się.
- Chyba tak.
Obróciłam się w jego stronę, by go pocałować. Odsunął się jednak.
- Co jest? - zapytałam.
- A co ma być?
- No... Jesteś na mnie zły?
- Nie, Kath. - odparł i spojrzał na mnie na chwilę.
- Więc o co chodzi?
Nie odpowiedział. Pochylił tylko głowę.
Wstałam i kucnęłam naprzeciw niego.
- Igor, powiesz mi?
Nadal nic nie mówił. Wstałam i stwierdziłam zdenerwowana:
- To nie ma sensu! Ty wcale nie chcesz ze mną gadać! Odezwij się, jak będziesz miał mi coś do powiedzenia.
Odwróciłam się i zrobiłam kilka kroków w kierunku furtki szkolnej. Zaraz jednak obróciłam się z powrotem z myślą, że choćbym miała sterczeć pod szkołą go do wieczora, dowiem się co jest nie tak.
- Czemu tak ciężko się ostatnio z tobą gada? - spytałam, wcale nie oczekując odpowiedzi.
Podniósł głowę i otworzył usta, jakby jednak miał zamiar jej udzielić. Zignorowałam to.
- Słuchaj, wiem że coś jest nie tak. I chyba mam prawo dowiedzieć się co? - kontynuowałam.
- Masz. - odparł z dziwną stanowczością, jakiej w tej rozmowie jeszcze u niego nie słyszałam.
- No to słucham.
Wstał i z miną nie wyrażającą żadnych uczuć oznajmił:
- Dużo myślałem o tym... No wiesz. O ultimatum, które postawił mi Eryk. Zdecydowałem, że mimo tego jak się zachował, co mi powiedział, nie mogę zaprzepaścić trzynastoletniej przyjaźni.
- Wybierasz jego? - odgadłam.
Na pewno był świadomy bólu, jaki mi sprawia, bo czułam, że chce zaprzeczyć. Ale nie mógł. Nie mógł, bo przecież prawda BYŁA bolesna. Przynajmniej dla mnie.
- Yhym. - przytaknął niepewnie.
- I mówisz to tak po prostu?!
- Tego chciałaś. - odparł, sprawiając wrażenie niewzruszonego.
Nie mogłam zaprzeczyć. W końcu sama nalegałam, by powiedział o co chodzi. Tak po prostu.
Wpatrywałam się w Igora, szukając jakichkolwiek słów, których mogłabym użyć. Po chwili zastanowienia, pokiwałam głową.
- Okej. Rozumiem. Czyli od tego czasu udajemy, że się nie lubimy? - spytałam, uśmiechając się z niedowierzaniem.
- To nie jest tak. Lubimy, ale... - zrobił przerwę, bo nie wiedział, co powiedzieć.
- Ale to koniec. I przyjaciółmi też nie jesteśmy. - dokończyłam za niego.
Nie odpowiedział. Obejrzał się za siebie, jakby chciał sprawdzić, czy droga ucieczki jest wolna.
- Tak? - ponagliłam go.
- Bądźmy... kumplami.
Zaśmiałam się gorzko.
- Okej, stoi. - odparłam z ironią.
Przez chwilę staliśmy nieruchomo, patrząc się na siebie.
- Tak trudno mi uwierzyć, że mnie zostawiasz. - wydusiłam po chwili.
Chwycił mnie za rękę.
- Jestem palantem, wiem. Ale co ty byś zrobiła na moim miejscu? Jesteś dla mnie bardzo ważna, ale jedynym racjonalnym rozwiązaniem wydaje mi się teraz pogodzić się z Erykiem. Nigdy wcześniej nie byłem w takiej sytuacji jak ta. I nawet jeśli popełniam błąd, to muszę spróbować. Bardzo Cię przepraszam.
- Okej. Dam radę. Tylko mi tego nie utrudniaj. - odparłam, wyciągając rękę z jego uścisku.
Spojrzałam ostatni raz na tego Igora, który tak bardzo mi się podobał. Jutro miało już być inaczej. Jutro, za miesiąc, do końca szkoły.
Odwróciłam się i odeszłam bez słowa. Nagle poczułam chęć do biegu, więc biegłam, aż dobiegłam do domu.
Magdy, nie mojego.
| Dodatki na bloga |